Decyzja zapadła. – Wynosimy naszą fabrykę maszyn rolniczych Krukowiak z Brześcia Kujawskiego! – mówi prezes Janusz Borkowski.
– W byłym NRD mamy już kilka lokalizacji. Na przykład w północno-wschodniej części Pasewalku.
Gabinet prezesa „Krukowiaka”. Na wprost drzwi – godło państwowe.
– Orzeł wisi tu odkąd pamiętam – mówi biznesmen. – W przyszłym roku fabryka będzie obchodzić 25-lecie. Serce mnie boli, bo jestem patriotą, ale też przedsiębiorcą. Muszę zarabiać pieniądze, a nie dokładać do interesu! A po niemieckiej stronie granicy bardziej dbają o biznesmenów – nawet tych z Polski.
Janusz Borkowski stopniowo przekazuje władzę w firmie synom. Starszy – Seweryn – został wiceprezesem. – To on namawiał mnie, żebym przestał walczyć z wiatrakami – mówi pan Janusz. – Na studiach uczono mnie, że przedsiębiorca musi się przystosować do warunków, a nie ratować świat jak Don Kichot – mówi Seweryn Borkowski, który studiował nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech.
Jego ojciec ostatnio walczył z wiatrakami na antenie TVP. Wystąpił w „Sprawie dla reportera” Elżbiety Jaworowicz (Przypominamy: Brześć Kujawski. Spór prezesa Krukowiaka z burmistrzem dziś na wizji w „Sprawie dla reportera”). Opowiedział o tym, jakie problemy ma firma „Krukowiak” po postawieniu – jak twierdzi – budowli. Jednak zdaniem urzędników z Brześcia, to nie budowla, ale budynek i producent maszyn ma płacić wyższe podatki.
– Nie mam żalu do Wojciecha Zawidzkiego, burmistrza Brześcia, że tak interpretuje zapisy prawa – mówi Janusz Borkowski. – Ale 17 złotych podatku za metr kwadratowy to już przesada! To są peryferie Brześcia, a nie ulica Marszałkowska w Warszawie!
Janusz Borkowski wspomina: – Mój tata miał gospodarstwo. Kiedyś jechaliśmy na wozie zaprzęgniętym w parę koni. Gdy wjeżdżaliśmy pod górę, jeden z koni zaczął się ociągać. Ale nie ten leniwy oberwał batem, tylko tamten, co pracował za dwóch. Zapytałem dlaczego? Tata powiedział, że ten pracowity nie będzie protestował, tylko jeszcze bardziej się postara. I tak w Polsce traktuje się dobre firmy. To przede wszystkim im przykręca się śrubę.
„Krukowiak” ma się czym pochwalić. Zdobył mnóstwo nagród i wyróżnień. Tych najważniejszych aż 39. Ostatnie to Ambasador Polskiej Gospodarki 2011 (kategoria: Eksporter) w konkursie BCC. – Nasze maszyny znają nawet w Ameryce Południowej – mówi z dumą Janusz Borkowski. – Mamy mnóstwo zamówień, możemy zatrudnić więcej osób. Byleby nam nie przeszkadzano! Niedawno otworzyłem jeszcze jedną firmę. W branży nieruchomości. Kupiłem blok na Mazurach. Można by się do niego wprowadzić, ale od pół roku załatwiamy sprawy papierkowe w urzędach, bo trzeba zrobić inwentaryzację. No i jak w Polsce można prowadzić biznes?
Także dlatego Seweryn Borkowski jest zdecydowany przenieść rodzinną firmę do Niemiec. – Niekoniecznie do Pasewalku, choć tamtejsza nieru chomość leży zaledwie 18 kilometrów od granicy z Polską i za hektar z budynkami zapłacimy – w przeliczeniu na naszą walutę – około miliona złotych. Kusi mnie też nieruchomość koło Frankfurtu nad Odrą, bo do do mu mógłbym dojechać w cztery godziny. – Byleby nam nie przeszkadzano w prowadzeniu biznesu! – mówi Janusz Borkowski, prezes Krukowiaka. Jego syn – Seweryn – jest zdecydowany przenieść rodzinną firmę do Niemiec.